Do Pana Łukasza trafiliśmy po chorobie Mamy.  Kiedy to po długiej śpiączce farmakologicznej, trzeba było "postawić Mamę na nogi" Pan Łukasz zrobił to w mistrzowski sposób i Mama najpierw mały kroczkami wracała do sił, balkonik kule, kijki aż sama bez niczyjej pomocy zaczęła chodzić.

Małgorzata D, Kraków